Wizyta domowa cz. 1

Wizyty domowe, to usługa z której sama, gdybym nie była lekarzem, korzystałabym nagminnie 🙂 Ojciec moich dzieci👉❤️, z racji tego, że jest totalnie niemedycznym panikarzem😱😱😱, prawdopodobnie każdą gorączkę🤒, wymioty🤮, katarek🤧, a nawet przetarte kolano, chciałby z kimś skonsultować, a że bywa dość niecierpliwy🤬😠😵 – nie wyobrażam go sobie czekającego w kolejce na taką konsultację 🙂 Oczywiście wiem, że większość podobnych zdarzeń doświadczona Matka „ogarnie sama”, bez wsparcia lekarskiego, ale czasem sprawa bywa poważniejsza i wtedy, szuka pomocy. Zapraszam do lektury pierwszego z krótkiej serii wpisów o „WIZYTACH DOMOWYCH” 🙂 


CZĘŚĆ. 1

Jeżeli Dziecko gorączkuje, wymiotuje, kaszle, jest drażliwe, tkliwe i gdzie się go nie dotknie mówi, że boli, pewnie chciałbyś pilnie pokazać je lekarzowi, a ostatnią rzeczą na jaką masz ochotę, to ubrać mu kurteczkę, buciki i wybrać się z nim na wycieczkę do przychodni. Będziesz musiał odczekać z nim kilkadziesiąt minut (dobre żeby tylko tyle!), w kolejce do pediatry, szczególnie jeśli nie masz „numerka”, czyli umówionej wizyty. Przy okazji na miejscu spotkacie całą rzeszę Dzieci i szybko zorientujesz się, że inne kaszlą jeszcze bardziej, gorączkują jeszcze dłużej, albo że właśnie obsypała ich jakaś zagadkowa pęcherzykowa wysypka, które dla przeciętnego rodzica, dopóki nie jest pomalowana na fioletowo gencjaną, jeszcze nie wyglądają jak ospa wietrzna…

Wyprawa do pediatry to nie tylko nadzieja na profesjonalną poradę, kogoś kto się zna na chorobach dzieci, ale też często ekspozycja na wszystkie patogeny, które w przychodni przewiną się przez korytarz i gabinet.

Gdy w końcu doczekamy się wizyty, zostaniemy obsłużeni między ospą a „jelitówką”, dotrzemy do domu z plikiem recept, zwolnieniem lekarskim i instrukcją, jak poprawić naszemu dziecku samopoczucie, nagle okazuje się, że w przychodni zostawiliśmy misia, samochodzik, czy inny kawałek dziecięcego świata, bez którego chorowanie jest jeszcze trudniejsze. Pamiętam, że prowadziliśmy w przychodni koszyk “misiów zagubionych”, po które zazwyczaj ktoś się zgłaszał.

Cała wyprawa do przychodni, może w ogóle się nie skończyć wizytą lekarską, bo lekarz zgodzi się przyjąć pierwszych dodatkowych ośmiu pacjentów z poza listy, a my nie załapaliśmy się do tego grona. Albo nie przyjmuje nikogo dodatkowego  i do tego też ma prawo. Jeśli nasz niepokój jest duży lecimy wówczas z Dzieckiem prosto na pierwszy front szpitalny: Izbę Przyjęć. Dostajemy wtedy pouczenie, że od takich „pierdół” jak katar, kaszel, gorączka jest lekarz pierwszego kontaktu (od którego przecież właśnie się odbiliśmy). A potem, dydaktycznie na tej Izbie każą nam czekać z naszym malcem, aż zgłodnieje, albo aż nam uśnie błogo na plastikowym szpitalnym krzesełku. Głaszczemy wtedy rozpaloną główkę, naszego Chorusa, który powinien właśnie leżeć pod miękkim kocykiem, z zaaplikowanymi lekami i misiem pod pachą. Gdy już się pojawimy na Izbie Przyjęć, często w nagrodę za cierpliwość zaproponują nam przyjęcie do szpitala, w sytuacji, która nie zawsze bezwzględnie tego wymaga. Często zostajemy w tym szpitalu, aż do normalizacji wykładników stanu zapalnego, wycofania się wszystkich objawów chorobowych, albo aż do naszego kryzysu, gdy sami poczujemy się bardziej chorzy, niż nasze hospitalizowane dziecko.

Uważam, że w trakcie choroby dziecka, jedyne co powinniśmy oszczędzać, to własną energię – bo z dużym prawdopodobieństwem, jak nasz człowieczek wróci już do siebie i ze zdwojona siłą zacznie roznosić mieszkanie, nagle okaże się, że zaraził drugie dziecko, nas, męża, albo w zaskakujący sposób, po kilku dniach zacznie prezentować objawy tych wszystkich dzieci, które spotkaliśmy w poczekalni przychodni.


Wiele z tych problemów eliminuje wizyta domowa. Prawie wszystkie czynności lekarskie, które mieszczą się w zakresie gabinetu POZ dla małych pacjentów, można wykonać w Twoim domu.

Większość sprzętów lekarskich takich jak otoskop (do badania uszu), słuchawki lekarskie (stetoskop), a nawet USG, można przecież zabrać ze sobą w torbie lekarskiej. W pokoju można zrobić przyjazny gabinet, w którym Twoje Dziecko na pewno nie zarazi się niczym nowym, w którym nie będzie czekało na swoją kolej, w którym w każdym momencie, będzie mogło przytulić się do swojego misia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *